sobota, 16 maja 2020

Rozdział 1

*Anastazja
-Jeśli nie wstaniesz za 3 minuty wyleję na ciebie kubeł zimnej wody! - wrzask z dołu nie dał mi pospać choćby minuty dłużej i leniwie usiadłam na łóżku żeby zaraz potem z niego wstać i udać się do łazienki.
-Wstałam!- odkrzyknęłam zza drzwi. Zrobiłam wszystkie ranne czynności których potrzebowałam w ciągu 20 minut i poświęciłam 3 minuty na wybranie kreacji na dziś-nie zbyt eleganckiej ale nie takiej żebym wyglądała jakbym spała na ulicy, więc wybrałam granatowe dżinsy które idealnie opinały moje nogi, do tego szarą koszulkę z dekoldem w kształcie litery v który lekko odsłaniał moje piersi, standardowo czarną bomberke i standardowo czarne vansy. Ubrałam wszystko na siebie, maznęłam tylko rzęsy tuszem a policzki rozświetlaczem który nadał mojej buzi blasku i chwytając torbe zeszłam po schodach na dół. 
-Jestem gotowa. - powiedziałam witając się buziakiem z mamą, tatą i Adam'em.
-To dobrze bo jeszcze minuta i pojechałbym bez ciebie- Adam'owi jak zwykle dopisywał humor, dzień jak codzień. Wzięłam w rękę kanapke z nutellą i zanim ugryzłam kawałek pocałowałam w policzek mamę i tatę jeszcze raz.
-Chodź bo się spóźnimy - wyszłam z kuchni krzycząc jeszcze krótkie 'pa, kocham was' ale nie słyszałam już odpowiedzi bo byłam na dworze. Do zajęć w szkole zostało 15 minut i choć wiedziałam że jedzie się tam najwięcej 7 minut to lubiłam mieć zapas czasu. Wiecie, na niespodziewane przypadki. Przegadałam z Adam'em całą drogę do szkoły, śmiejąc się i żartując z siebie nawzajem. Byliśmy wspaniałym rodzeństwem, ludzie czasem nawet mówili że to co nas łączy jest nadzwyczajne. Uważałam tak samo, znałam go całego łącznie z jego największym sekretem a on znał mnie i ufał na tyle aby mi o nim powiedzieć. A uwierzcie, to nie jest jakiś tam sekret ale csii.
Kiedy zaparkowaliśmy pod szkołą i kiedy zamierzałam wychodzić z auta, Adam bez ruchu siedział w swoim fotelu, co znaczyło tylko jedno. Nie odprowadzał mnie do drzwi 
-Okej, przyjedziesz po mnie czy mam wrócić z Tiną? - zapytałam nie chcąc znać jego planów. Nie lubiłam ingerować w TO życie i dopóki był cały i zdrowy nie wtrącałam się 
-Dam ci znać przed 15.00 czy dam rade okej? - uśmiechnął się do mnie, tym samym dziękując mi że nie zapytałam o jego plany 
-Okej będę czekać- dałam mu buziaka w policzek i mocno go przytuliłam - Kocham cie, uważaj okej? 
-Zawsze uważam. Też cie kocham - pocałował mnie w czoło na co zaśmiałam się cicho. Robił to odkąd miałam 7 lat. - Leć już i pozdrów Tine 
Wyszłam z samochodu posyłając mu buziaka w powietrzu a on odjechał kiedy ruszyłam w stronę szkoły. Nie byłam świadoma co tak naprawdę robi mój brat kiedy nikt nie wie gdzie jest lub kiedy mówi że musi załatwić jakąś sprawę. Myślę że prawda mogłaby mnie mocno przestraszyć dlatego staram się wierzyć że jest to partyjka pokera.
Kiedy stanęłam pod klasą w której miałam pierwszą lekcje zobaczyłam Tine, zaczęłyśmy rozmawiać jak codzień. 
Czas do 15.00 minął mi strasznie szybko, co było znakiem że ten dzień będzie krótki. Wychodząc z klasy w której mialam ostatnią lekcje, sprawdziłam telefon i odczytałam sms-a od Adam'a że będzie za 10 minut. Uśmiechnęłam się. Adam był świetnym starszym bratem i zawsze ale to zawsze starał się mnie nie zawieść. Jak na razie wychodziło mu to idealnie. 
Kiedy stojąc na parkingu usłyszałam warkot silnika spojrzałam na drogę i zobaczyłam auto Adam'a, poczułam ulge że nareszcie wrócę do domu. Kiedy auto sie zatrzymało i otworzyłam drzwi pasażera okazało się że jednak ktoś je zajmuje 
-Yyy przepraszam ale to moje miejsce w tym samochodzie - odezwałam się patrząc na nieznajomego 
-Chyba nie uważasz że teraz się przesiąde. Usiądź z tyłu, nie umrzesz od tego - nieznajomy zawtórował mój niemiły ton i odwrócił głowę, wbijając wzrok w przednią szybę 
-Ana usiądź z tyłu proszę, odpuść ten jeden raz- Adam odezwał się wiedząc że gdyby tego nie zrobił nieznajomy zostałby zrównany z ziemią przez słowa które mogłabym wypowiedzieć. Ale grzecznie usiadłam z tyłu, wyjmując mój telefon i pisząc do Tiny że trzeba dziś gdzieś wyskoczyć. 
Będąc już w domu, zjadłam pare placków które usmażyła mama zanim wyszła z tatą na spotkanie a kiedy w domu nastała cisza - trochę posprzątałam. 
Zmiatając podłogę obok pokoi usłyszałam coś co znacznie mnie zaniepokoiło 
-Wiesz że to nie będzie proste prawda?- ton nieznajomego wskazywał że nie chciał powiedzieć tego głośno, czyli sprawa była jasna-mówili o biznesie.. Westchnęłam starając się nie podsłuchiwać. 
-Przecież nie siedzę w tym od wczoraj, będzie ciężko ale wiesz że damy radę - Adam zaśmiał się chociaż w jego głosie czuć było dyskomfort. - Zadzwońmy do chłopaków, musimy wszystko omówić. 
Odeszłam od drzwi nie chcąc żeby przypadkiem usłyszęli że ich podsłuchiwałam, nie lubiłam i nie chciałam się mieszać te sprawy. Skończyłam zamiatać podłogę i wróciłam do swojego pokoju w którym spakowałam torbę na jutro do szkoły i położyłam się na łóżku. Strasznie nie lubiłam marnować czasu dlatego zadzwoniłam do Tiny żeby zorganizować coś do roboty. 
* Po godzinie, gdy chłopaków już w domu nie było, rodzice nadal byli w pracy, przyszła Tina z butelką wina. 
-Zapowiada się szalony wieczór filmowy-zaśmiałam się przewidując jej plany. 
-Kto mówił o jakimś filmie? Idziemy do Barks'a na imprezę. 
-Przecież jutro szkoła, nikt nie zorganizuje dziś imprezy - spojrzałam na nią jakby właśnie przyleciała z księżyca w swoim statku kosmicznym i pokazała swoje 20 zielonych palców. 
-Yyyy nie Ana, dziś jest piątek? - odpowiedziała mi marszcząc brwii. Zaśmiała się kiedy potrząsnęłam głową uswiadamiając sobie że to fakt, dziś był piątek 
-Co nie zmienia faktu, że nie idę na żadną imprezę a już napewno nie z tym winem- zaśmiałam się wskazując na dwulitrową butelkę wina w rękach Tiny 
-Impreza? Dziś? - Justin i Adam schodzili po schodach, wyraźnie zainteresowani słowem "impreza" - Możemy iść we czterech, rodzice napewno się zgodzą jeśli pójdziesz ze mną - Adam zaśmiał się wiedząc że to prawda, puściliby mnie z nim wszędzie bo wiedzieli jak bardzo za sobą stoimy. 
-Jak dla mnie to świetny pomysł, przyda się trochę odstresowania - Justin odezwał się, przytakując na słowa mojego brata 
-Nikt cie nie pytał po pierwsze - posłałam mu wredne spojrzenie - A po drugie wszyscy wiemy że mama się nie zgodzi a ja nie zamierzam jej oszukiwać. 
-Zgodzi się. Patrz na to- Adam wyjął telefon z kieszeni i zadzwonił. Pewnie do taty. - Hej. Dzwonie bo jest dziś taka krótka impreza i chce zabrać na nią Anastazje i Tine. Zasłużyła sobie, widziałeś jej ostatnie oceny, ta dziewczyna to robot- zarumieniłam się na komplement, równocześnie śmiejąc się na rodzaj argumentu jaki użył. - Okej ale nie mówcie jej, to jest niespodzianka... No pa pa. Nie siedźcie tam za długo bo korzenie zapuścicie. - rozłączył się i schował telefon z powrotem do kieszeni- Jestem twoim odpowiedzialnym, starszym bratem, wszędzie cie ze mną puszczą 
-Okej no to kiedy wychodzimy- entuzjazm Tiny chyba mi się udzielił, bo już po chwili sama dygotałam ze szczęścia na myśl o tej imprezie 
* Zbliżała się godzina 20.00 czyli umówiona godzina spotkania naszej czwórki. Tak, czwórki, Adam zaprosił też Justin'a. Tina weszła do mojego domu jak do siebie, i od razu oszołomił mnie blask jej srebrnej sukienki. Wyglądała jak milion dolarów, zawsze zazdrościłam jej urody. 
Adam zszedł na dół zaraz po niej więc teraz czekalismy tylko na Justin'a. Adam zdecydował że będzie dziś spał u nas, bo po alkoholu nikt nie jest w stanie prowadzić a do jego domu jest za daleko na pieszo. Zresztą, znając chłopaków pokroju Adam, pewnie nie byłby zdolny żeby tam wrócić. 
Będąc już na miejscu od 5 minut, straciłam ochote na zabawe, nie czułam się zbyt dobrze. Krzyknęłam Adam'owi do ucha że idę usiąść przy barze na co on odkrzyknął mi:
-Tylko tak żebym cie widział 
Skinęłam głową i usiadłam na krześle obrotowym przy ladzie. Obserwując bawiących się ludzi, pijących alkohol i czując zapach potu, wódki i papierosów, zrobiło mi się nie dobrze. Postanowiłam wyjść na zewnątrz ale straciłam z oczu chłopaków i Tine, więc wyszłam sama. 
Rześkie powietrze to chyba było to czego było mi potrzeba, już po paru oddechach odruch wymiotny zniknął więc postanowiłam wrócić do lokalu. Pociągnęłam za klamke ale drzwi nie otworzyły się. No tak. Wchodzi się wejściem. Zeszłam po schodkach i ruszyłam w jego strone gdy usłyszałam znajomy głos, w niezbyt przyjemnym tonie. Schowałam sie za wysokim koszem na śmieci lekko przykucając
-Justin to bez sensu, dlaczego miałby tu przychodzić. Jego dom jest 50 km stąd- Justin i Adam rozmawiali cicho,mimo że muzyka z klubu grała głośno nawet na zewnątrz. Zupełnie jakby coś ukrywali. 
-Nie jestem ślepy kurwa, dobrze widziałem. Zmywamy się i to juz. Znajdź swoją siostrę ja pójdę poszukać Tiny czy jak jej tam- Justin juz ruszył w stronę schodków gdy Adam go zatrzymał. 
-Ja pójdę poszukam Tiny, ty nie wiesz nawet dokładnie jak ona wygląda. Znajdź Anastazje.
Widziałam tylko jak chłopak skinął głową i odwrócił się w moją stronę
-Cholera- przeklnęłam wiedząc że mnie widział. Drugi raz, jestem beznadziejna w szpiegowaniu.
-Możesz już wyjść, Adam wszedł do klubu - Justin odezwał się odpalając papierosa. - No chodź tu, przecież cie widziałem
-O kim mówiliście? - zapytałam idąc powoli w jego stronę
-O kimś kto nie może wiedzieć że tu jesteśmy. Więc trzymaj sie blisko mnie, bo twój brat mnie zabije jak chociaż jeden włos spadnie z twojej główki.
Kiedy stanęłam przed nim westchnęłam z irytacji
-Nienawidze tych wasz..
-Tsiii- Justin uciszył mnie w połowie zdania, zakrywając mi usta dłonią - Zdejmuj szpilki szybko- szybko zrobiłam to co kazał i dałam się zaciągnąć za kosze na śmieci, podobne do tych za którym schowałam się chwilę temu.
-Muszą tu być, widziałem jak wchodizli do klubu
-Lepiej żeby tu byli, bo jak nie to poleci twoja głowa, nie ich. - mężczyzna wycedził to przez zęby, czuć było w jego słowach nerwy. Weszli do klubu akurat gdy Justin wysłał do kogos wiadomość.
-Okej twój brat mnie zabije jeśli zostawię cie teraz samą więc rób dokładnie to co ci każe albo skończy się źle. - skinęłam głową, nauczona tego przez brata. Wiedziałam że słuchanie jego poleceń zawsze uratuje nam tyłki.
Wyszliśmy zza koszy i ruszyliśmy do wejścia klubu żeby zaleźć nasze dwie owieczki. Niestety jeden z opryszków stał przed wejściem do sali.
-Cholera. - Justin złapał się za tył głowy
-Zajmę go czymś a ty pójdziesz po Adam'a i Tine. Tylko szybko, rozumiesz? 
-Nie ma mowy, jakby ci się coś stało Adam by mnie zabił. Robimy wszystko razem, tylko słuchaj mnie i choć raz schowaj dume do kieszeni.
-To są ci o których rozmawiałeś z Adam'em przed klubem-nagle mnie olsniło. - Czego chcą?
-Pytania później. Teraz wracamy do domu rozumiesz?
Justin wysłał sms-a do Adam'a lecz nie dostał odpowiedzi
-Cholera musimy ich znaleźć.
-Dobra. Kiedy ci powiem naciśniesz alarm przeciwpożarowy. Tylko zasłoń twarz włosami, jest monitoring-
Skinęłam głową i zrobiłam to co kazał na znak. Syrena zaczela wyć, a czerwone światła na suficie migały.-Mamy jakieś 5 minut, szybko
Wybiegliśmy z klubu udając sie do zacienionego miejsca koło wyjścia, także żeby widzieć osoby wychodzące z klubu ale oni nas nie. Kiedy moj brat i Tina wyszli za drzwi od razu rozejrzeli się dookoła i również wpadli na pomysł schowania się w cieniu obok nas tak, że na nas wpadli. 
-Zmywamy się, Coli tu jest - od razu odezwał się Adam
-Co ty nie powiesz Sherlocku, myślisz że kto włączył alarm przeciwpożarowy? - Justin przewrócił oczami-Bierz dziewczyny i wsiadaj to tego szarego auta, zawsze w środku są kluczyki
-A ty? - zapytałam
-Będę osłaniał tyły- odparł - Już, nie ma czasu- syknął zły.
Wszyscy biegiem ruszyliśmy do szarego auta i gdy po jakiś 10-15 sekundach (które wydawały się wiecznością) Adam odpalił samochód, ruszyliśmy po Justin'a. Szybko wskoczył na tylne siedzenie, dosłownie sekunde przed strzałami które padły. Schylił moją głowę osłaniając mnie sobą, Adam dodał gazu a krzyk Tiny zamilkł. Byliśmy w drodze do domu.
-Co się do cholery stało! - krzyknęłam
-Nic czego kiedyś już nie przeszliśmy- odparł Adam, skupiając sie na drodze 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i pierwszy rozdział. Mam nadzieję że się spodoba :) 

Bohaterowie :)

Anastazja Hill- częściej nazywana Ana. 18 lat, mieszka z rodzicami i starszym bratem na Avenue Street. Jest spokojną, zadbaną, perfekcyjną uczennicą. 
Adam Hill- brat Anastazji, 23 lata. Mieszka z Aną i rodzicami, lecz żyje własnym życiem, nie zbyt bezpiecznym. Odkąd skończył 17 lat nie jest już zwykłym nastolatkiem. 
Justin Bieber-23 lata, mieszka z gronem przyjaciół również postrzeganymi jako członkami jego grupy gangsterskiej w domu na Hillary Street. Jest postrachem miasta, traktuje czwórkę swoich przyjaciół (Blake'a, Matt'a, Jake'a i Louis'a) jak rodzinę której od dawna nie ma. Zajmuje się tym życiem odkąd skończył 18 lat.
Tina Luot- najlepsza przyjaciółka Anastazji, również ma 18 lat i mieszka kilka domów od niej. Tak jak Ana, chodzi do Liceum i tak jak Ana jest zadbaną, perfekcyjną uczennicą, chociaż często ujawnia się w niej dzika natura.
Laura i Henk Hill- rodzice Anastazji. 


Pierwszy plan

Cześć. Mam na imię Ania. Trwa obecnie stan epidemii i z nudów postanowiłam opublikować jedno ze swoich opowiadań. Nosi tytuł "Pierwszy Plan". Jest to opowiadanie o dziewczynie która pozna chłopaka, i z biegiem czasu będzie poznawała jego niebezpieczną naturę. Kto wie, być może stanie sie w ich centrum :) zapraszam do czytania